niedziela, 27 lipca 2014
Sto Lat!!!
- Dalszych sukcesów.
- Wspaniałych roli.
- Aby Alicja ułożyła swoje życie miłosne.
- Miłości.
- Szczęścia.
- Zdrowia.
- Spełnienia marzeń.
- I wszystkiego najlepszego :D
czwartek, 26 czerwca 2014
Wszystkiego Najlepszego !
Dzisiaj swoje urodziny obchodzi Paweł Małaszyński! Z tej okazji życzymy mu:
- Sukcesów w muzyce i aktorstwie.
- Zdrowia.
- Szczęścia.
- Żeby jego poczucie humoru nigdy nie osłabło :D
- Wspaniałach ról.
- I ogólnie Wszystkiego Najlepszego!
niedziela, 1 czerwca 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...
Cześć Kochani!Starsznie Was przepraszam za tak długą przerwę... Ale chyba każdy wie..Koniec roku. Oceny itp.
Dzisiaj przychodzę do Was z ostatnią częścią tego opowiadania. Mam plan już na kolejne, ale kiedy napiszę.. Miejmy nadzieję, że szybko :)
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.14
- Ała! Dłużej nie wytrzymam! Aaaa! - Moja bardzo mądra rodzinka zadecydowała i, że urodzę tutaj. Tutaj na sali. To mi się chyba wszystko śni. - Maks! Długo jeszcze mam czekać?!
- Kochanie spokojnie już jedzie do nas Piotr.
- Ja nie wytrzymam.
- O cholera! Beata! Widać kawałek główki!
- Maks, przyszykuj się. Odbierzemy poród. Ala tylko spokojnie. A teraz przyj!
- Aaaaaaaa!- Czynność tą kazano powtarzać parę razy. Z każdą kolejną było coraz ciężej. Byłam coraz bardziej zmęczona, jednak gdy po chwili dostałam do rąk moje małe Szczęście , wszystko minęło. Starch, ból, zmęczenie... Teraz się to nie liczyło. Maks uklęknął o bok mnie i zaczął płakać. Rozklejony doktor Keller. Do twarzy mu.
- Jest piękna. - Powiedział po chwili Maks.
- Bardzo. - Szepnęłam.
- Po mamusi.
- Chyba po tatusiu. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.
***
- Ałła! Mamo! Spadłam z rowerka.- Ujrzałam moją zapłakaną córeczkę oraz ogromne skaleczenie na jej kolanie.
- Kochanie gdzie jest tata?
- Bo on na chwilę gdzieś poszedł i zaraz miał wrócić. A ja w tymczasie chciałam go dogonić ale spadłam.
- Chodź opatrzymy. - Oliwia płakała coraz głośniej, ponieważ musiałam odkazić ranę wodą utlenioną. Po paru minutach ujrzałam mojego męża z wielkim pluszakiem i bukietem róż.
- Co to? - Od razu zaciekawiła się mała.
- Dzisiaj jest dzień dziecka więc kupiliśmy Ci z mamą pluszaka, bo bardzo Ci się spodobał w sklepie.
- Jejkuuu.Dziękuję.- Mała wzięła miśka, który był od niej dwa razy większy i wraz z nim ledwo doczołgała się do pokoju.
- A to.. dla Ciebie.- Mój mąż wręczył mi ogromny bukiet róż.
- A z jakiej to okazji?
- No wiesz...ty też jesteś takim moim maluszkiem. A z tym brzuszkiem to Ci do twarzy.
- Chłopiec.
- Poważnie?- Pokiwałam mu twierdząco głową. Bez słowa uklęknął przy moim brzuchu i pocałował go mocno.
- Kocham Was.
***
Moje życie z dnia na dzień diametralnie się zmieniało. Kamil.. To imię nie budzi już żadnego strachu. Po urodzeniu Oliwki byłam u niego w więzieniu. Chciałam sprawdzić jak się trzyma. Maks od początku odradzał mi ten pomysł i miał racje. Mój były mąż wybuchł taką agresją jak nigdy dotąd. Myślałam, że trochę się zmienił. Że życie choć trochę go zmieniło...Ciężko było mi się po tym pozbierać, ale dałam radę. Za pomocą wspaniałego męża i dzieci, które są całym moim światem. Nie wyobrażam sobie teraz bez nich życia. Może czasami trzeba zwątpić, aby w coś uwierzyć? Na to pytanie odpowiecie już sami...
KONIEC
sobota, 24 maja 2014
Rok bloga.
Cześć Wszystkim! Dzisiaj jest rok bloga! To niesamowite. Jako, że niedługo 100 000 tysięcy wyświetleń to chciałam Wam z całego serce podziękować. Nadal nie mogę w to uwierzyć... Myślałam, że ledwo dobiję do 1000 , a tu taka niespodzianka. Znajomi zrobili mi niespodziankę i zaśpiewali Sto Lat! Myślałam, że się popłaczę, a tym bardziej,że było to na wycieczce i wszyscy ludzie się na nas ' gapili'. Już Was nie zanudzam i jescze raz Dziękuję. BO TO WY TWORZYCIE CZĘŚĆ TEGO BLOGA!
PS Postaram się do soboty napisać kolejną część. Przepraszam Was za taką przerwę.
sobota, 10 maja 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.12
Tak naprawdę chciałam podsumować czwarty sezon.Zostały dwa odcinki. Dużo? Raczej nie.. Chciałam tylko powiedzieć, że ta seria było tysiąc razy lepsze od trzeciej. Takie jest moje zdanie. a wy jak uważacie? Miłej nocki :) Dobranoc :>
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.12
- Hej kochanie..- Usłyszałam lekko zachrypnięty głos mojego narzeczonego.
- Hej.
- Jak się spało?
- A bardzo dobrze.. Tylko, że coraz ciężej jest mi się przewracać na bok.- Uśmiechnęłam się promiennie.
- Jeszcze tylko miesiąc.
- Wiem.
- Słuchaj.. Ala.. Bo jest sprawa.. Bo za trzy dni będziemy mieli ślub.
- Maks o czym ty w ogóle mówisz. Wiem dzisiaj jest Prima Aprilis, ale proszę Cię beż takich żartów więcej, okej?
- Ale chyba źle się zrozumieliśmy.. Naprawdę mamy za trzy dni ślub.
- Maks?! Co to ma wszystko znaczyć?
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę. Wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Tylko musisz sobie suknię kupić.
- Żartujesz, prawda?- Wstałam z łóżka i chodziłam po całej sypialni. Jak on tak mógł to wszystko tak zataić? Przecież to bardzo trudne. No , ale przecież to jest Maks.
Byłam wtedy w strasznym szoku i nie wiedziałam co powiedzieć. Słowa nie były mi akurat w tej chwili potrzebne. Podeszłam do Maksa i przytuliłam się do niego bardzo mocno. On objął mnie swoimi ramionami i czułam jak się uśmiecha.
***
- Beata, okej wszystko rozumiem. No , ale , żeby aż taka niespodzianka?
- Kocha Cię! O, patrz ta jest ładna. - Od godziny razem z Beatą chodziłyśmy w poszukiwaniu sukni ślubnej. Miałam już dosyć chodzenia może dlatego , że nie za bardzo lubię sklepy. Każda sukienka jaką przymierzałam była na swój sposób ładna, ale na mnie nie leżały zbyt dobrze. Nagle na wystawie zauważyłam przepiękną suknię, od której Beata nie mogła oderwać wzroku od dobrych trzech minut.
- Ta będzie idealna.
- Masz racje. Wchodzimy. Nie ma na co czekać.
Sukienka była cudowna. Razem z Beatą po poszukiwaniu nie łatwej zdobyczy udałyśmy się na kawę.
Późnym wieczorem gdy przyszłam do domu czekała na mnie przepyszna kolacja. Sukienkę zostawiłam u Jasińskich. Nie to , żebym była przesądna , ale jak się ma taką możliwość to lepiej z niej skorzystać.
Jutro mam mieć ślub. Strasznie się boję. Może też mój strach jest przed tym, że ja niczego nie przygotowywałam. Sama już nie wiem.. Jednocześnie chciałabym aby to było już za mną.. a z drugiej.. Pięć lat temu też miałbyć to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Był? Nie! Może też dlatego jest ten strach. Za dużo myśli i to dlatego. I na dodatek brak pracy! To wszytko jest chore. Jeszcze Maks. Kocham tego faceta. Czuje jego rękę na naszym Szczęściu. To nie może być sen. To na pewno nie jest sen.
***
Od samego rana trwały gorączkowe przygotowania. Wczesnym rankiem nie budząc mojego przyszłego męża pojechałam do Leona. Tam na spokojnie zaczęłam razem z Beatą się przygotowywać. Czas mijał bardzo szybko , aż w końcu zostało tylko pół godziny. Mój stres zauważalnie podniósł się. Nie byłam wtedy tą samą Alicją co rano. Mój stres był całkowicie inny niż wtedy..
Ocknęłam się kiedy byliśmy pod kościołem. Wysiadłam z samochodu i podparłam się lekko Leona:
- Gotowa? - Usłyszałam tuż przy uchu. Kiwnęłam niezauważalnie głową i ruszyłam przed siebie. Ujrzałam Go.. Wpatrywał się we mnie, uśmiechając się przy tym. Niby był wyluzowany, ale ja w jego oczach dostrzegłam nie małe zderwowanie. Wolnym krokiem zbliżałam się coraz bardziej do mojego przyszłego męża..aż w końcu stanęłam przy nim. Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, jednak ja i tak zatraciłam się w swoich myślach.
Kiedy po dłuższej chwili wyrwał mnie dotyk Maksa, który samymi oczami mówił, że zaraz odbędzie się przysięga. Wstałam powoli , jakby bojąc się co za chwilę się wydarzy. Nagle głos zabrał Maks:
-"Ja Maks biorę sobie Ciebie Alicjo za żonę i ślubuję Ci miłość...wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
-"Ja Alicja biorę sobie Ciebie Maksie za męża i ślubuję Ci miłość... wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci... Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."- Mój głos przechodził chwilę załamania. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu. Maks cały czas się do mnie uśmiechał. Taki gest dodawał mi wielkiej otuchy.
Moje ręce drżały od strachu. Nie mogłam tego opanować. Zdenerwowanie stanęło w samym środku żołądka i nie chciało się 'ultonić' . W końcu przyszedł czas na obrączki.
-"Alicjo przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego."
-"Maksie przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego."
- Maks!- Zawołałam szybko mojego męża.
piątek, 2 maja 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz. 11
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz. 11
Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą szybko drzwi. Twarz strasznie piekła od płaczu oraz uderzenia. Przemyłam ją wodą i usiadłam na dość chłodnej podłodze. Moje myśli nie mogły znaleźć miejsca w głowie... Tak samo jak i ja na świecie. Niby wszytko zaczęło się układać, ale czegoś mi brakowało. Jeszcze ten Kamil. Jak on tak mógł. Na szczęście Maks zadzwonił na policję i zabrali mojego byłego męża, bo dostał zakaz zbliżania się do mnie. Tak, byłego. Rozprawa zakończyła się pomyślenie i mam nadzieję , że będzie już wszytko dobrze. Puściłam głośno wodę w prysznicu aby Maks nie słyszał , że płakałam. Nie mogłam się uspokoić. Wszystko w porządku.. Jak najlepszym porządku... Porządku którego nikt nie jest w stanie zakłócić..Nie! Nie! Nie ! Wszystko było do dupy! Usłyszałam pukanie Maksa. Niepokoił się.. ale nie mogłam się mu pokazać w takim stanie. Zaczął mnie wołać. Powiedział po chwili, że wyważy również drzwi jeśli w ciągu minuty nie otworzę. Oplotłam rękoma moje Szczęście i szepnęłam:
- Nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić.
Wstałam zakręciłam wodę i jeszcze raz przemyłam twarz. Wyglądałam okropnie. Otworzyłam drzwi i nie spojrzawszy na Maksa ruszyłam w stronę sypialni.
***
- Ala... - Maks wszedł do sypialni i położył się obok mnie. Oplótł mnie również swoimi bezpiecznymi rękoma i znów zaczął szeptać:
- Kotek... Ej.. Przestań... To nie twoja wina... Kochanie..
- Maks... Boję się..Jak nigdy dotąd..
- Mycha ... Przestań...Jestem przy Tobie.. I zawsze będę.- Poczułam jak delikatnie musnął mnie w polik.- Kocham Cię.
- Brakuję mi jej..
- Kogo? - Maks zapytał zdezorientowany.
- Mamy..
- Ala.. Przestań za niedługo będziemy rodzicami. Musisz się wziąć w garść. Teraz ty musisz poczuć się mamą. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - Odwróciłam się w jego stronę i musnęłam jego usta.Keller od razu delikatnie położył głowę na moim.. naszym Szczęściu. A ja poczułam się bezpieczna.
***
- Doktorze Keller, czy można wiedzieć gdzie mnie Pan uprowadza?
- Ale dlaczego zaraz porwanie. Ja tylko chcę zabrać moją dziewczynę na randkę. Czy jest to coś dziwnego?- Odsunął mi krzesło i kazał usiąść.Kelner przyniósł nam jedzenie i zaczęliśmy jeść w ciszy. Po chwili zauważyłam, że Maks od dłuższego czasu przygląda mi się.
- Coś się stało?
- Długo z tym zwlekałem.. Ale już dłużej nie mogę z tym czekać.- Uklęknął przede mną, a ja patrzyłam na niego już nieco mokrymi oczami.
- Alicjo , czy uczynisz mi ten zaszczyt i.. i zostaniesz moją żoną?
- Tak!- Bez żadnego zawahania odpowiedziałam na jego pytanie. Wsunął na mój palec przepiękny pierścionek i pocałował mnie , a rękoma dotknął mojego brzucha. To był magiczny wieczór.
piątek, 18 kwietnia 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.10
Cześć! Mam nadzieję , że ta część Wam się spodoba i nie będziecie na mnie źli. Nie wiem czy dziewczyny będą to czytać, ale jeśli tak to jeszcze raz Wam bardzo dziękuję ;* Śpijcie dobrze i oczywiście życzę Wesołego Alleluja : D
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.10
~ Pół roku później~
- Beata! Oooo.. Dzień dobry Pani Sabinko.
- Witaj Aluś, witaj...
- Coś się stało?
- Szkoda mówić.. Brat mój rodzony na nowotwór zachorował.. Taki biedny siedzi w tym szpitalu. Sam jak palec..
- Niech się Pani nie martwi.. Na pewno wszystko będzie w jak najlepszym porządku. A teraz pozwoli Pani, że pójdę poszukać mojej najukochańszej siostruni..
- Idź, kochanie idź...
Weszłam po schodach i delikatnie zapukałam. Jak zwykle Beata nawet nie raczy otworzyć... Uchyliłam drzwi i zobaczyłam moją siostrę zaczytaną w książce.
- Cześć księżniczko.
- Hej,hej.
- Co czytasz? Coś ciekawego?
- Życie po śmierci najbliżeszej osoby może być upadkiem całego świata dla tego człowieka , który musi cierpieć i znosić samotność.
- Wiem coś o tym. Nawet bardzo dobrze..Patrz.- Wzięłam szybko rękę mojej siostry i położyłam ją na moim już sporych rozmiarów brzuchu.
- Łał .. Ale kopie..Cieķawe w kogo się wda.. Nie zastanawiałaś się nigdy nad tym?
- Czasami.. Ale czy to ważne? Bardziej boję się o to, że będzie tak rozpuszczona, że aż starch pomyśleć.
- No weź..
- No co? Maks.. Maks to poprostu... Nawet jak już śpię to zawsze , gdy późno wraca do domu. Zawsze ale to zawsze musi delikatnie położyć głowę na moim brzuchu. Leży tak przynajmniej pięć minut. A co będzie dalej to nie mam zielonego pojęcia.. Ojciec też już wariujez. A ty już tak mną nie rządzisz jak dawniej.
- Ja tobą rządzę?
- A nie?
- A tak? Głodna?
- Coś ty chyba.. Chyba muszę się zacząć odchudzać.
- Ile przytyłaś?
- Trzynaście w porywach do czternastu.
- Aż tyle? Ale Ala nie przejmuj się nie widać.
***
W końcu się doczekałam.Ostatnia rozprwawa. Tak długo na to czekałam. Wiedziałam , że wszystko będzie dobrze. Przecież już nic nie mogło się zepsuć. Musiało być tylko i wyłącznie lepiej. Innej możliwości- brak.
Stałam przed salą rozpraw. Moje lodowate dłonie zaciskałam z całej siły tak, że po chwili były całe sine. Strasznie się denerwowałam. Maksowi wypadł jakiś pilny wypadek i niestety a może i stety?Musiał jechać do szpitala na pilną operację. Może w sumie i dobrze, że ze mną tu nie przyszedł. Nie zobaczą wtedy z kim będę miała dziecko. Ale czy powinnam się tego bać? Wstydzić? Nie.. Szybko odgoniłam od siebie te myśli. Nie.. Przecież nie mogę tak mówić.. A co dopiero o tym myśleć.
- Zapraszam Panią.- Powiedziała bardzo spokojnym głosem prawniczka.
O Boże... Niby czas gnał tak szybko, ale jednak kapał strasznie leniwie. Pchnęłam drzwi i zobaczyłam mnóstwo ludzi. A może jednak mało? W tej chwili to nie było ważne. Chciałam to wszystko raz na zawsze zamknąć. To miałbyć raz, a porządnie zamknięty temat...
***
- Tak. Tak. Tak. Maks.. Wszystko w porządku. Nie denerwuj się już jestem blisko domu. Zaraz będę. Wejdę tylko jescze na chwilę do sklepu.
- Alicja. Nie targaj siatek z zakupami. Zaraz do ciebie idę.
- Maks. Chce tylko kupić pieczarki, to ugotujesz mi tą pyszną twoją pizzę. Ugotujesz prawda?
- Tak, tak ugotuje.Wracaj szybko. Kocham Cię Bardzo. Do zobaczenia.
- Pa kochanie.
Weszłam do nie wielkiego sklepu i kupiłam to czego potrzebowałam. Gdy wychodziłam ze sklepu. Przed oczami przwinęła mi się znajoma twarz. Twarz Kamila. Kamila. Nie. Nie. Nie. To na pewno nie on. Byłam już przed blokiem kiedy przede mną skądinąd wyłonił się on. Co on tutaj robił? Jak on mnie znalazł? Przecież nie wiedział gdzie miszkam.
- I co? Mówiłem, że Cię znajdę. I tego gnojka również.
- Nie masz prawa tak mówić!
- To, że się z tobą rozwiodłem, nie znaczy, że z tobą skończyłem.
- Zostaw mnie! Chciałam to zakończyć łagodniej to mówiłeś nie! Zakończyłam to i tak łagodnie i znów nie! Jak tobie do jest strasznie ciężko dogodzić!
- Nie krzycz na mnie gówniaro!- Poczułam strasznie mocne pieczenie na prawym policzku. Nie zdążyłam otworzyć oczu, a przy mnie był Maks. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie.
Zdjęcie pochodzi ze strony: Lekarze moją bajką.




