piątek, 18 kwietnia 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.10
Cześć! Mam nadzieję , że ta część Wam się spodoba i nie będziecie na mnie źli. Nie wiem czy dziewczyny będą to czytać, ale jeśli tak to jeszcze raz Wam bardzo dziękuję ;* Śpijcie dobrze i oczywiście życzę Wesołego Alleluja : D
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.10
~ Pół roku później~
- Beata! Oooo.. Dzień dobry Pani Sabinko.
- Witaj Aluś, witaj...
- Coś się stało?
- Szkoda mówić.. Brat mój rodzony na nowotwór zachorował.. Taki biedny siedzi w tym szpitalu. Sam jak palec..
- Niech się Pani nie martwi.. Na pewno wszystko będzie w jak najlepszym porządku. A teraz pozwoli Pani, że pójdę poszukać mojej najukochańszej siostruni..
- Idź, kochanie idź...
Weszłam po schodach i delikatnie zapukałam. Jak zwykle Beata nawet nie raczy otworzyć... Uchyliłam drzwi i zobaczyłam moją siostrę zaczytaną w książce.
- Cześć księżniczko.
- Hej,hej.
- Co czytasz? Coś ciekawego?
- Życie po śmierci najbliżeszej osoby może być upadkiem całego świata dla tego człowieka , który musi cierpieć i znosić samotność.
- Wiem coś o tym. Nawet bardzo dobrze..Patrz.- Wzięłam szybko rękę mojej siostry i położyłam ją na moim już sporych rozmiarów brzuchu.
- Łał .. Ale kopie..Cieķawe w kogo się wda.. Nie zastanawiałaś się nigdy nad tym?
- Czasami.. Ale czy to ważne? Bardziej boję się o to, że będzie tak rozpuszczona, że aż starch pomyśleć.
- No weź..
- No co? Maks.. Maks to poprostu... Nawet jak już śpię to zawsze , gdy późno wraca do domu. Zawsze ale to zawsze musi delikatnie położyć głowę na moim brzuchu. Leży tak przynajmniej pięć minut. A co będzie dalej to nie mam zielonego pojęcia.. Ojciec też już wariujez. A ty już tak mną nie rządzisz jak dawniej.
- Ja tobą rządzę?
- A nie?
- A tak? Głodna?
- Coś ty chyba.. Chyba muszę się zacząć odchudzać.
- Ile przytyłaś?
- Trzynaście w porywach do czternastu.
- Aż tyle? Ale Ala nie przejmuj się nie widać.
***
W końcu się doczekałam.Ostatnia rozprwawa. Tak długo na to czekałam. Wiedziałam , że wszystko będzie dobrze. Przecież już nic nie mogło się zepsuć. Musiało być tylko i wyłącznie lepiej. Innej możliwości- brak.
Stałam przed salą rozpraw. Moje lodowate dłonie zaciskałam z całej siły tak, że po chwili były całe sine. Strasznie się denerwowałam. Maksowi wypadł jakiś pilny wypadek i niestety a może i stety?Musiał jechać do szpitala na pilną operację. Może w sumie i dobrze, że ze mną tu nie przyszedł. Nie zobaczą wtedy z kim będę miała dziecko. Ale czy powinnam się tego bać? Wstydzić? Nie.. Szybko odgoniłam od siebie te myśli. Nie.. Przecież nie mogę tak mówić.. A co dopiero o tym myśleć.
- Zapraszam Panią.- Powiedziała bardzo spokojnym głosem prawniczka.
O Boże... Niby czas gnał tak szybko, ale jednak kapał strasznie leniwie. Pchnęłam drzwi i zobaczyłam mnóstwo ludzi. A może jednak mało? W tej chwili to nie było ważne. Chciałam to wszystko raz na zawsze zamknąć. To miałbyć raz, a porządnie zamknięty temat...
***
- Tak. Tak. Tak. Maks.. Wszystko w porządku. Nie denerwuj się już jestem blisko domu. Zaraz będę. Wejdę tylko jescze na chwilę do sklepu.
- Alicja. Nie targaj siatek z zakupami. Zaraz do ciebie idę.
- Maks. Chce tylko kupić pieczarki, to ugotujesz mi tą pyszną twoją pizzę. Ugotujesz prawda?
- Tak, tak ugotuje.Wracaj szybko. Kocham Cię Bardzo. Do zobaczenia.
- Pa kochanie.
Weszłam do nie wielkiego sklepu i kupiłam to czego potrzebowałam. Gdy wychodziłam ze sklepu. Przed oczami przwinęła mi się znajoma twarz. Twarz Kamila. Kamila. Nie. Nie. Nie. To na pewno nie on. Byłam już przed blokiem kiedy przede mną skądinąd wyłonił się on. Co on tutaj robił? Jak on mnie znalazł? Przecież nie wiedział gdzie miszkam.
- I co? Mówiłem, że Cię znajdę. I tego gnojka również.
- Nie masz prawa tak mówić!
- To, że się z tobą rozwiodłem, nie znaczy, że z tobą skończyłem.
- Zostaw mnie! Chciałam to zakończyć łagodniej to mówiłeś nie! Zakończyłam to i tak łagodnie i znów nie! Jak tobie do jest strasznie ciężko dogodzić!
- Nie krzycz na mnie gówniaro!- Poczułam strasznie mocne pieczenie na prawym policzku. Nie zdążyłam otworzyć oczu, a przy mnie był Maks. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie.
Zdjęcie pochodzi ze strony: Lekarze moją bajką.
piątek, 4 kwietnia 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.9
Cześć kochani! Jejku... Nie wiem od czego zacząć... To tak.. Opowiadania niestety, ale muszę to stwierdzić nie będą one pojawiać się tak często.. Powód.. Brak czasu oraz weny.. Nie mam nawet czasu chwilę odsapnąć, a co dopiero pisać opowiadania na bloga.. Strasznie Was za to przepraszam... Ale chyba mnie rozumiecie.. Dziękuję za wyrozumiałość i zapraszam do czytania:)
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz9
Dni mijały w zaskakującym szybkim tempie. Mój brzuch stawał się z dnia na dzień coraz większy. A w niektóre ciuchy powoli zaczynałam się nie mieścić. Maks zmienił się nie do poznania. Kiedy go poznałam- facet podrywający każdą kobietę, jaką napotka na swej drodze. A teraz- opiekuńczy, przyszły tata, który nie może doczekać się swojego oczka w głowie. Dni mijały. Mijały. A z dnia na dzień zbliżał się termin pierwszej rozprawy. Chociaż miałam dobrego prawnika i wiedziałam, że ta sprawa zakończy się na moją korzyść to...to jakaś cząstka mnie nie mogła sobie z tym poradzić.Spotkanie z Kamilem.. Niechciane. Już wszystko sobie ułożyłam i znów wszysko miało runąć. Kamil. Kamil. Kamil. Nie mogłam przestać powtarzać tego imienia. Czytałam własnie książkę, ale utknęłam na jednym słowie i nie mogłam przebrnąć dalej.. Nie przewracałam kartki od kilku minut. Maks patrzył się na mnie, uśmiechając się. Odwzajemniłam gest. Jednak nie mógł się on porównywać do mojego stanu wewnętrznego. Totalna rozsypka. Wszytsko we mnie buzowało, tak jak w wulkanie chwilę przed wybuchnięciem. Nic nie mogło odnaleźć swojego miejsca..
***
-Maks! Maks! Maks!- krzyczałam już lekko poddenerwowana.
- Jejku ,kochanie co się stało?- wszedł do sypialni , uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Proszę Cię nie mam nastroju do żartów. Widziałeś gdzieś moją białą koszulę?
- Tą z tym czarnym paskiem wzdłuż?
- Tak. Jest na samej górze w szafie.
- Dzięki.
- Ej, ej, ej.. A jakieś milsze podziękowanie? Nie masz już dla mnie czasu?
- Mam, ale nie teraz. - chciałam przejść, ale objął mnie w pasie i uniemożliwił przejście.
- Bo nie dam Ci kolacji. I nasz najmłodszy Pan Keller będzie głodny.
- Przypominam Ci kochanie, że to będzie Pani Keller.
- Tak, tak mów sobie jak chcesz, ale i tak mam rację.
- Chodź już, chodź bo się spóźnimy- po czym cmoknęłam go delikatnie w polik.
***
Staliśmy przed sądem, a moja trzęsąca się dłoń, była obejmowana mocnym uściskiem dłoni Maksa. Bałam się przekroczyć drzwi, gdzie nie wiadomo co zobaczyłabym po ich przekroczeniu. Bałam się, że zobaczę tam osobę.. Osobę, o której już parwie zapomniałam, a ona znów powróciła. To było jak bumerang. Rzucasz, a po chwili znów wraca. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Podparłam się Maksa , a ten od razu się zdenerwował i zapytał, czy aby na pewno dobrze się czuję. Uniosłam prawą nogę do góry i weszliśmy do niezbyt małego budynku. Poszliśmy na piętro i czekaliśmy kiedy wyczytają moje imię. Nagle zobaczyłam go na schodach. W dosłownie sekundę wtuliłam się w Maksa , a on wiedząc co się dzieje od razu zagarnął mnie w swoje ramiona. Minuta. Druga. Trzecia. Usłyszałam wypowiedziane moje imię. Dostałam od Maksa pokrzepiający uśmiech i zniknęłam za ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Ile to trwało? Nie wiedziałam. Godzinę? Półtorej? A może nawet dwie? Straciłam rachubę czasu. Strach przepełnił całe moje ciało. Potrafiłam tylko wydusić z siebie odpowiedzi na zadane mi pytania. Osoba. Jego osoba. Potrafiła wywoływać u mnie dreszcze. Wyszłam na ogromny hol. Gdzie czekał Maks. Za mną wyszedł.. Kto? Kim on dla mnie był? Byłym mężem? Napewno nie. Tylko na papierach. W praktyce nigdy w życiu. Nagle rozległ się jego głos:
- Jeszcze się doigrasz ty suko!- Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Zdążyłam tylko wtulić się w Maksa i wyszeptać:
- Zabierz mnie stąd.
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz9
Dni mijały w zaskakującym szybkim tempie. Mój brzuch stawał się z dnia na dzień coraz większy. A w niektóre ciuchy powoli zaczynałam się nie mieścić. Maks zmienił się nie do poznania. Kiedy go poznałam- facet podrywający każdą kobietę, jaką napotka na swej drodze. A teraz- opiekuńczy, przyszły tata, który nie może doczekać się swojego oczka w głowie. Dni mijały. Mijały. A z dnia na dzień zbliżał się termin pierwszej rozprawy. Chociaż miałam dobrego prawnika i wiedziałam, że ta sprawa zakończy się na moją korzyść to...to jakaś cząstka mnie nie mogła sobie z tym poradzić.Spotkanie z Kamilem.. Niechciane. Już wszystko sobie ułożyłam i znów wszysko miało runąć. Kamil. Kamil. Kamil. Nie mogłam przestać powtarzać tego imienia. Czytałam własnie książkę, ale utknęłam na jednym słowie i nie mogłam przebrnąć dalej.. Nie przewracałam kartki od kilku minut. Maks patrzył się na mnie, uśmiechając się. Odwzajemniłam gest. Jednak nie mógł się on porównywać do mojego stanu wewnętrznego. Totalna rozsypka. Wszytsko we mnie buzowało, tak jak w wulkanie chwilę przed wybuchnięciem. Nic nie mogło odnaleźć swojego miejsca..
***
-Maks! Maks! Maks!- krzyczałam już lekko poddenerwowana.
- Jejku ,kochanie co się stało?- wszedł do sypialni , uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Proszę Cię nie mam nastroju do żartów. Widziałeś gdzieś moją białą koszulę?
- Tą z tym czarnym paskiem wzdłuż?
- Tak. Jest na samej górze w szafie.
- Dzięki.
- Ej, ej, ej.. A jakieś milsze podziękowanie? Nie masz już dla mnie czasu?
- Mam, ale nie teraz. - chciałam przejść, ale objął mnie w pasie i uniemożliwił przejście.
- Bo nie dam Ci kolacji. I nasz najmłodszy Pan Keller będzie głodny.
- Przypominam Ci kochanie, że to będzie Pani Keller.
- Tak, tak mów sobie jak chcesz, ale i tak mam rację.
- Chodź już, chodź bo się spóźnimy- po czym cmoknęłam go delikatnie w polik.
***
Staliśmy przed sądem, a moja trzęsąca się dłoń, była obejmowana mocnym uściskiem dłoni Maksa. Bałam się przekroczyć drzwi, gdzie nie wiadomo co zobaczyłabym po ich przekroczeniu. Bałam się, że zobaczę tam osobę.. Osobę, o której już parwie zapomniałam, a ona znów powróciła. To było jak bumerang. Rzucasz, a po chwili znów wraca. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Podparłam się Maksa , a ten od razu się zdenerwował i zapytał, czy aby na pewno dobrze się czuję. Uniosłam prawą nogę do góry i weszliśmy do niezbyt małego budynku. Poszliśmy na piętro i czekaliśmy kiedy wyczytają moje imię. Nagle zobaczyłam go na schodach. W dosłownie sekundę wtuliłam się w Maksa , a on wiedząc co się dzieje od razu zagarnął mnie w swoje ramiona. Minuta. Druga. Trzecia. Usłyszałam wypowiedziane moje imię. Dostałam od Maksa pokrzepiający uśmiech i zniknęłam za ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Ile to trwało? Nie wiedziałam. Godzinę? Półtorej? A może nawet dwie? Straciłam rachubę czasu. Strach przepełnił całe moje ciało. Potrafiłam tylko wydusić z siebie odpowiedzi na zadane mi pytania. Osoba. Jego osoba. Potrafiła wywoływać u mnie dreszcze. Wyszłam na ogromny hol. Gdzie czekał Maks. Za mną wyszedł.. Kto? Kim on dla mnie był? Byłym mężem? Napewno nie. Tylko na papierach. W praktyce nigdy w życiu. Nagle rozległ się jego głos:
- Jeszcze się doigrasz ty suko!- Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Zdążyłam tylko wtulić się w Maksa i wyszeptać:
- Zabierz mnie stąd.
poniedziałek, 17 marca 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.8
Witam wszytkich! Jest.. Kolejna część, dość długo wyczekiwana... Po mału, po mału i coś idzie wyskrobać. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania :)
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.8
- Ala ..- Zapytał mnie kiedy jechaliśmy na kolację do Leona.
- Hmm?- Spytałam i odwróciłam głowę w jego stronę.
- Co byś powiedziała na dwu tygodniowu urlop i wyjazd do Szwajcari? Chciałbym powiedzieć moim rodzicom..- Zaskoczył mnie.. Ale tylko tak troszeczkę. Wiedziałam, że Maks w końcu będzie chciał abym poznała jego rodziców. Nie myślałam, że aż tak szybko to nastąpi. W końcu mógł mieć jakieś wątpliwości... Miałam męża. Niestety... W pewnym momencie miałam chwilę zwątpienia. Jednak przeszło mi to dość szybko. Z Kamilem nie spałam od sześciu miesięcy, więc to nie jest możliwe, aby to on mógł być ojcem. To musi być człowiek, który siedzi koło mnie. Nie ma innej możliwości.
- Bardzo chętnie, ale pojutrze mam pierwszą rozprawę. Znając Kamila to nie będzie krótka droga.. A może jak się dziecko urodzi? Albo mam lepszy pomysł.. Niech oni pzyjadą tutaj.
- Też nad tym myślałem, ale ojciec jest po operacji. Nie może się zbytnio przemęczać. Ale może masz rację? Pojedziemy jak się Kellerątko urodzi.
- Kellerątko?- Wybuchłam śmiechem.
- No, a co? Powiedz mi może ,że nie?
- Tak,tak.- Wysypałam kiedy zaparkowaliśmy pod domem Jasińskich.
***
- Cześć dzieci, co tak długo?
- Korki tato, korki.- Od powiedziałam.
- Chodźcie szybko, bo wystygnie Wam całe jedzenie.
Po zjedzonej kolacji przenieśliśmy się do salonu. Wszyscy opowiadali o spędzonym dniu w pracy, operacjach, pacjentach , a ja wsłuchiwałam się we wszystko z zaciekawieniem. Filip musiał wyjść wcześniej bo przyjechała do niego siostra z niezapowiedzianą wizytą. Miły jest.. Przystojny... Mogliby być razem.. A "mój' Maks cały czas rzucał mi ukradkowe spojrzenia ,ale ja go ignorowałam. Długo jednak nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. O koło dwudziestej drugiej razem z moim " chłopakiem" zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Jak się to okazało nie było takie proste. Beata zaczęła się upierać abyśmy zostali, bo po nocy nie wypada jeździć. Wymyślała to coraz bujniejsze wymówki. W końcu doszliśmy do rozwiązania. Ja zostałam, a Maks pojechał do siebie. Umówiliśmy się na popołudnie.
Pomogłam sprzątać ze stołu. Nie miałam jednak na tyle odwagi, aby ujawnić im prawdę na temat ciąży. Nie wiem co było dla mnie oporą. To była moja rodzina.. Fakt... Nie znamy się jakoś strasznie długo, ale znam ich na tyle dobrze, że można im bezgranicznie zaufać.
***
Leżałam w łóżku i myślałam ile wydarzyło się w moim życiu w tak krótkim czasie. Moje oczy powoli zamykały się, gdy nagle do pokoju weszła moja siostra.
- Śpisz?
- Nie..- Od powiedziałam i podciągnęłam się wyżej, aby mogła usiąść.
- Możemy porozmawiać?
- Pewnie.
- To może ja zacznę. Jakie wrażenie zrobił na tobie Filip?
- Znakomite.
- Poważnie?
- Mhm...
- A jak myślisz? Co myśli na ten temat tata?- Przykryła się kołdrą i położyła obok mnie.
- Według mnie to bardzo dobrze... Nawiązał z nim kontakt... Rozmawiali.. Było spoko..
- Też mam taką nadzieję...Kochasz Go?
- Kogo?- Spojrzałam na Beatę.- Maksa?
- No tak.
- Pewnie,że go kocham. Muszę Ci coś powiedzieć.. Ważnego... Jestem w ciąży.- Beata zastygła w bezruchu, a ja odetchnęłam z ulgą. Cały mój niepokój ulotnił się w kosmos.
- Wspaniale! Maks wie?
- Wie.
- Jejku.. Siostra... Czemu ty mi wcześniej nie powiedziałaś?
- Bałam się. Sama nie wiem czego.
- Jesteśmy rodziną. Wiesz o tym? Wiesz. No właśnie to czego się bałaś?Przecież teraz musi być już tylko lepiej.- Przytuliła się do mnie i po nie całych dwóch minutach, zasnęła. Uśmiechnęłam się sama do siebie i gratulując sobie po raz kolejny wspaniałego mężczyzny. Po czym poszłam w ślady mojej siostry.
***
Poczułam delikatne smyranie po nodze, a następnie usłyszałam krzyk mojej siostry.Zarwałam się, a przy łóżku zauważyłam uśmiechniętego Maksa.
- Maks!!- Wykrzyknęła Beata.- Obudziłeś mnie! Nienawidzę Cię!- Krzyknęła i wybiegła z pokoju.
- Cześć kochanie. - Podszedł do łóżka i położył za moimi plecami.
- Co ty tu robisz?
- Niespodziankaaa. Podoba Ci się?
- Bardzo- Od powiedziałam, po czym pocałowałam Go.
- Słuchaj... Bo tak sobie myślałem wczoraj jak byłem sam... Nie chciałabyś ze mną zamieszkać?- Nie spodziewałam się , że tak szybko mi to zaproponuje. Odwróciłam się w jego stronę i podparłam się na łokciu nie ukrywając zdziwienia. Rozchyliłam delikatnie usta, a on od razu wpił się w nie. - Właśnie takie poranki chce mieć codziennie.- Powiedział do mnie szeptem.- To co?
- Zgadzam się. - Przyciągnęłam go do siebie i jak najmocniej się w niego wtuliłam.
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.8
- Ala ..- Zapytał mnie kiedy jechaliśmy na kolację do Leona.
- Hmm?- Spytałam i odwróciłam głowę w jego stronę.
- Co byś powiedziała na dwu tygodniowu urlop i wyjazd do Szwajcari? Chciałbym powiedzieć moim rodzicom..- Zaskoczył mnie.. Ale tylko tak troszeczkę. Wiedziałam, że Maks w końcu będzie chciał abym poznała jego rodziców. Nie myślałam, że aż tak szybko to nastąpi. W końcu mógł mieć jakieś wątpliwości... Miałam męża. Niestety... W pewnym momencie miałam chwilę zwątpienia. Jednak przeszło mi to dość szybko. Z Kamilem nie spałam od sześciu miesięcy, więc to nie jest możliwe, aby to on mógł być ojcem. To musi być człowiek, który siedzi koło mnie. Nie ma innej możliwości.
- Bardzo chętnie, ale pojutrze mam pierwszą rozprawę. Znając Kamila to nie będzie krótka droga.. A może jak się dziecko urodzi? Albo mam lepszy pomysł.. Niech oni pzyjadą tutaj.
- Też nad tym myślałem, ale ojciec jest po operacji. Nie może się zbytnio przemęczać. Ale może masz rację? Pojedziemy jak się Kellerątko urodzi.
- Kellerątko?- Wybuchłam śmiechem.
- No, a co? Powiedz mi może ,że nie?
- Tak,tak.- Wysypałam kiedy zaparkowaliśmy pod domem Jasińskich.
***
- Cześć dzieci, co tak długo?
- Korki tato, korki.- Od powiedziałam.
- Chodźcie szybko, bo wystygnie Wam całe jedzenie.
Po zjedzonej kolacji przenieśliśmy się do salonu. Wszyscy opowiadali o spędzonym dniu w pracy, operacjach, pacjentach , a ja wsłuchiwałam się we wszystko z zaciekawieniem. Filip musiał wyjść wcześniej bo przyjechała do niego siostra z niezapowiedzianą wizytą. Miły jest.. Przystojny... Mogliby być razem.. A "mój' Maks cały czas rzucał mi ukradkowe spojrzenia ,ale ja go ignorowałam. Długo jednak nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. O koło dwudziestej drugiej razem z moim " chłopakiem" zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Jak się to okazało nie było takie proste. Beata zaczęła się upierać abyśmy zostali, bo po nocy nie wypada jeździć. Wymyślała to coraz bujniejsze wymówki. W końcu doszliśmy do rozwiązania. Ja zostałam, a Maks pojechał do siebie. Umówiliśmy się na popołudnie.
Pomogłam sprzątać ze stołu. Nie miałam jednak na tyle odwagi, aby ujawnić im prawdę na temat ciąży. Nie wiem co było dla mnie oporą. To była moja rodzina.. Fakt... Nie znamy się jakoś strasznie długo, ale znam ich na tyle dobrze, że można im bezgranicznie zaufać.
***
Leżałam w łóżku i myślałam ile wydarzyło się w moim życiu w tak krótkim czasie. Moje oczy powoli zamykały się, gdy nagle do pokoju weszła moja siostra.
- Śpisz?
- Nie..- Od powiedziałam i podciągnęłam się wyżej, aby mogła usiąść.
- Możemy porozmawiać?
- Pewnie.
- To może ja zacznę. Jakie wrażenie zrobił na tobie Filip?
- Znakomite.
- Poważnie?
- Mhm...
- A jak myślisz? Co myśli na ten temat tata?- Przykryła się kołdrą i położyła obok mnie.
- Według mnie to bardzo dobrze... Nawiązał z nim kontakt... Rozmawiali.. Było spoko..
- Też mam taką nadzieję...Kochasz Go?
- Kogo?- Spojrzałam na Beatę.- Maksa?
- No tak.
- Pewnie,że go kocham. Muszę Ci coś powiedzieć.. Ważnego... Jestem w ciąży.- Beata zastygła w bezruchu, a ja odetchnęłam z ulgą. Cały mój niepokój ulotnił się w kosmos.
- Wspaniale! Maks wie?
- Wie.
- Jejku.. Siostra... Czemu ty mi wcześniej nie powiedziałaś?
- Bałam się. Sama nie wiem czego.
- Jesteśmy rodziną. Wiesz o tym? Wiesz. No właśnie to czego się bałaś?Przecież teraz musi być już tylko lepiej.- Przytuliła się do mnie i po nie całych dwóch minutach, zasnęła. Uśmiechnęłam się sama do siebie i gratulując sobie po raz kolejny wspaniałego mężczyzny. Po czym poszłam w ślady mojej siostry.
***
Poczułam delikatne smyranie po nodze, a następnie usłyszałam krzyk mojej siostry.Zarwałam się, a przy łóżku zauważyłam uśmiechniętego Maksa.
- Maks!!- Wykrzyknęła Beata.- Obudziłeś mnie! Nienawidzę Cię!- Krzyknęła i wybiegła z pokoju.
- Cześć kochanie. - Podszedł do łóżka i położył za moimi plecami.
- Co ty tu robisz?
- Niespodziankaaa. Podoba Ci się?
- Bardzo- Od powiedziałam, po czym pocałowałam Go.
- Słuchaj... Bo tak sobie myślałem wczoraj jak byłem sam... Nie chciałabyś ze mną zamieszkać?- Nie spodziewałam się , że tak szybko mi to zaproponuje. Odwróciłam się w jego stronę i podparłam się na łokciu nie ukrywając zdziwienia. Rozchyliłam delikatnie usta, a on od razu wpił się w nie. - Właśnie takie poranki chce mieć codziennie.- Powiedział do mnie szeptem.- To co?
- Zgadzam się. - Przyciągnęłam go do siebie i jak najmocniej się w niego wtuliłam.
środa, 5 marca 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz. 7
Witajcie! Ojej... Troszkę długo mnie tu nie było, za co ogromnnie Was przepraszam.. Po prostu mam ogrom nauki... Post ten napisałam już dawno, ale nie byłam w stanie Go opublikować , bo miałam go napisanego w zeszycie... Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie , ale nie chcę wtawiać byle jakich postów, które mają jeden akapit... Wolę wstawić raz na dwa tygodnie jeden, a porządny post.. To tyle wytłumaczenia z mojej strony.. Mam nadzieję, że będzieciewyrozumiali... Z góry dziękuję ;) I zapraszam oczywiście do czytania i wyrażenia swojej opinii ;)
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.7
***
W następny dzień dostałam wypis ze szpitala oraz zwolnienie na następny tydzień. Maks zajmował się mną tak, aż nawet czasamiprzekraczało to granice normalności. Niekiedy stawało się to lekko denerwujące... Ale zawsze nabierałam do tego optymistycznego spojrzenia. Przecież z Kamilem nigdy w życiu bym takiego uczucia nie doznała. Kiedy zawsze zabierałam się na to aby powiedzieć Maksowi o ciąży to zawsze mi coś przerywało. Wiem jednak, że ta informacja bardzo by go ucieszyła.
***
Stałam pod szpitalem, czekając na Kellera.. Wiem,wiem, że to dość spory kawałek od Maksa do Copernicusa, ale ja już nie mogłam wytrzymać psychicznie w domu. Niby nie mieszkałam u Maksa , ale i tak większość czasu spędzałam u niego...
Czekałam jeszcze chwilę, gdy nagle zauważyłam wychodzącego Maksa... Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym chciałam podnieść rękę aby mnie szybciej zauważył. Jednak jemu nie było to potrzebne. Podszedł do mnie i musnął moje usta.. Nagle zauważyliśmy jak podchodzi do nas Leon.
- Cześć dzieci...
- Hej.. - Odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Wpadniecie dzisiaj do nas wieczorem? Będzie Beata z Filipem.
- No w sumie moglibyśmy wpaść. - Powiedział Maks.
- To jesteśmy umówieni? W takim razie widzimy się wieczorem. Do zobaczenia.
- Pa. - Odpowiedziałam.
Złapałam Maksa za rękę i ruszyliśmy w stronę niewielkiego parku.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- Spytał mnie, kiedy usiedliśmy na jednej z ławek. Nie ukrywałam wtedy zdziwienia.
- Maks... To było takie nagłe... Dowiedziałam się o tym jak leżałam w szpitalu... Nie miałam pojęcia jak mogę Ci o tym powiedzieć..
- Zaraz, zaraz. Moment, moment o czym ty mówisz?
- No mówiłeś , że już wiesz..- Zastanawiałam się dlaczego moja odpowiedź go tak zdziwiła.
- Chodziło mi o przeszczep. Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?- O Boże.. Ale wtopa!
- Maks... Nie chciałam Cię martwić.- Wysypałam zastanawiając się jak może brzmieć kolejne pytanie.
- Ale Ala... Co ty w ogóle sobie wyobrażasz.. Kocham Cię.. Głuptasie... A tak z innej strony o czym ty mówiłaś?
- Maks...-Położyłam swoją dłoń na brzuchu i spojrzałam na niego spode łba.. Uśmiechnęłam się.. Nagle na jego twarzy pojawiło zdziwienie, a następnie szeroki uśmiech.. Nie musiałam już nic mówić.
- Żartujesz? - Pokiwałam przecząco głową... To wspaniale!- Wziął mnie na ręce ( Tak jak pannę młodą) i zaczął iść przed siebie.
- Maks puść! Proszę!- Posłusznie postawił mnie na ziemi i zatopił się w moich ustach.
- Kocham Cię. - Wyszeptał , kiedy już stykaliśmy się czołami.
- Ja ciebie też.- Nagle pociągnął mnie za rękę i ruszył szybkim tempem.
- Chodź, zbieramy się. Słuchaj.. Musimy powiedzieć Leonowi, Beacie, moim rodzicom.. Trzeba kupić łóżeczko, nosidełko, ubranka,pomalować pokój..
- Stop! Maks to dopiero początek ciąży. Spokojnie ze wszystkim zdążymy.
- Ale Alicja to nie jest takie proste. A... I jeszcze jedno... Jedna operacja na tydzień, aż do szóstego miesiąca... A potem...
- A potem?
- A potem...
- A potem?
- Potem będziesz siedzieć w domu.
- Maks... Nie tylko nie to... Żartujesz?- Stanęłam w miejscu i tupnęłam nogą- Nigdzie z tobą nie idę!- Powiedziałam, kiedy zaczął się ze mną szarpać.
- W takim razie... Nie pozostawiasz mi innego wyboru. - Wziął mnie na swoje plecy ( Tak zwanego ' na barana' ) i ruszył przed siebie.
- Maks! Zostaw!
- Nie wierzgaj tak tymi nogami, bo nie mogę Cię utrzymać. - Pocałowałam go w szyję, a potem w polik.
- Kochany jesteś- powiedziałam mu, szepcząc- Poczerwieniałeś- Uśmiechnęłam się.
- Ja? No coś ty...
- Ale naprawdę... Jak burak..
- Sądzisz , że jestem burakiem?- postawił mnie na ziemi.
- Ale ja lubię buraki.
- A umówisz się w sobotę z burakiem?
- Z moim burakiem?Zawsze- Po czym pocałowałam go namiętnie.
***
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.7
***
W następny dzień dostałam wypis ze szpitala oraz zwolnienie na następny tydzień. Maks zajmował się mną tak, aż nawet czasamiprzekraczało to granice normalności. Niekiedy stawało się to lekko denerwujące... Ale zawsze nabierałam do tego optymistycznego spojrzenia. Przecież z Kamilem nigdy w życiu bym takiego uczucia nie doznała. Kiedy zawsze zabierałam się na to aby powiedzieć Maksowi o ciąży to zawsze mi coś przerywało. Wiem jednak, że ta informacja bardzo by go ucieszyła.
***
Stałam pod szpitalem, czekając na Kellera.. Wiem,wiem, że to dość spory kawałek od Maksa do Copernicusa, ale ja już nie mogłam wytrzymać psychicznie w domu. Niby nie mieszkałam u Maksa , ale i tak większość czasu spędzałam u niego...
Czekałam jeszcze chwilę, gdy nagle zauważyłam wychodzącego Maksa... Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym chciałam podnieść rękę aby mnie szybciej zauważył. Jednak jemu nie było to potrzebne. Podszedł do mnie i musnął moje usta.. Nagle zauważyliśmy jak podchodzi do nas Leon.
- Cześć dzieci...
- Hej.. - Odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Wpadniecie dzisiaj do nas wieczorem? Będzie Beata z Filipem.
- No w sumie moglibyśmy wpaść. - Powiedział Maks.
- To jesteśmy umówieni? W takim razie widzimy się wieczorem. Do zobaczenia.
- Pa. - Odpowiedziałam.
Złapałam Maksa za rękę i ruszyliśmy w stronę niewielkiego parku.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- Spytał mnie, kiedy usiedliśmy na jednej z ławek. Nie ukrywałam wtedy zdziwienia.
- Maks... To było takie nagłe... Dowiedziałam się o tym jak leżałam w szpitalu... Nie miałam pojęcia jak mogę Ci o tym powiedzieć..
- Zaraz, zaraz. Moment, moment o czym ty mówisz?
- No mówiłeś , że już wiesz..- Zastanawiałam się dlaczego moja odpowiedź go tak zdziwiła.
- Chodziło mi o przeszczep. Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?- O Boże.. Ale wtopa!
- Maks... Nie chciałam Cię martwić.- Wysypałam zastanawiając się jak może brzmieć kolejne pytanie.
- Ale Ala... Co ty w ogóle sobie wyobrażasz.. Kocham Cię.. Głuptasie... A tak z innej strony o czym ty mówiłaś?
- Maks...-Położyłam swoją dłoń na brzuchu i spojrzałam na niego spode łba.. Uśmiechnęłam się.. Nagle na jego twarzy pojawiło zdziwienie, a następnie szeroki uśmiech.. Nie musiałam już nic mówić.
- Żartujesz? - Pokiwałam przecząco głową... To wspaniale!- Wziął mnie na ręce ( Tak jak pannę młodą) i zaczął iść przed siebie.
- Maks puść! Proszę!- Posłusznie postawił mnie na ziemi i zatopił się w moich ustach.
- Kocham Cię. - Wyszeptał , kiedy już stykaliśmy się czołami.
- Ja ciebie też.- Nagle pociągnął mnie za rękę i ruszył szybkim tempem.
- Chodź, zbieramy się. Słuchaj.. Musimy powiedzieć Leonowi, Beacie, moim rodzicom.. Trzeba kupić łóżeczko, nosidełko, ubranka,pomalować pokój..
- Stop! Maks to dopiero początek ciąży. Spokojnie ze wszystkim zdążymy.
- Ale Alicja to nie jest takie proste. A... I jeszcze jedno... Jedna operacja na tydzień, aż do szóstego miesiąca... A potem...
- A potem?
- A potem...
- A potem?
- Potem będziesz siedzieć w domu.
- Maks... Nie tylko nie to... Żartujesz?- Stanęłam w miejscu i tupnęłam nogą- Nigdzie z tobą nie idę!- Powiedziałam, kiedy zaczął się ze mną szarpać.
- W takim razie... Nie pozostawiasz mi innego wyboru. - Wziął mnie na swoje plecy ( Tak zwanego ' na barana' ) i ruszył przed siebie.
- Maks! Zostaw!
- Nie wierzgaj tak tymi nogami, bo nie mogę Cię utrzymać. - Pocałowałam go w szyję, a potem w polik.
- Kochany jesteś- powiedziałam mu, szepcząc- Poczerwieniałeś- Uśmiechnęłam się.
- Ja? No coś ty...
- Ale naprawdę... Jak burak..
- Sądzisz , że jestem burakiem?- postawił mnie na ziemi.
- Ale ja lubię buraki.
- A umówisz się w sobotę z burakiem?
- Z moim burakiem?Zawsze- Po czym pocałowałam go namiętnie.
***
niedziela, 23 lutego 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.6
Cześć kochani! Już dzisiaj pierwszy odc. na Tvn Player, kto się cieszy? Aby trochę skrócić ten męczący i dłużący się czas, zapraszam Was na kolejną część. Myślę, że będziecie zadowoleni :)
Życzę miłego czytania i oczywiście oglądania ;)
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.6
Nagle poczułam jak moje ciało zostaje przenoszone na łóżko, po czym zostałam przykryta kołdrą. Słyszałam głosy mojej siostry i Maksa, jednak nie mogłam otworzyć oczu. Wszystko słyszałam, czułam , ale nie mogłam pokonać tej jedynej bariery.. Moich oczu, które znajdowały się wtedy pod strasznie ciężkimi powiekami. A wracając do jednaj z poprzednich rzeczy...Czułam...No właśnie. Był to chyba uścisk Maksa.... Na pewno to był on. Jego ręce są wyjątkowe jak nikogo innego.Słyszałam również jak mówił mi , że mnie kocha- nawet tak po niewielu spotkaniach. Mimo tego, że to ja zerwałam z nim wszystkie kontakty, to on czuwał przy moim łóżku mówiąc, że wszystko będzie dobrze...
***
Obraz stawał się coraz bardziej wyraźny. Zaczęłam szybciej mrugać oczami, aby wszystko móc zobaczyć. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam Maksa. Spał z głową położoną na moich kończynach dolnych. Mimo tego , że spał to uścisk jego dłoni był nadal mocny- tak jak wcześniej. Lekko uniosłam prawą rękę do góry i delikatnie dotknęłam Maksa. Sprawiło to , że od razu jak poparzony się obudził- a może ocknął?
Uśmiechnęłam się delikatnie do niego, a on odwzajemnił gest.
- Maks... - Wyszeptałam ledwo słyszalnie.
- Wszystko wiem... Beata...
- A mówiła Ci o moim mężu?- Zaczęła się nie pewnie podnosić, ale ten od razu mnie powstrzymał.
- Spokojnie... Leż i niczym się nie denerwuj...Wiem wszystko...
- Wybaczysz mi?- spytałam
- No jasne , że tak. Od razu się domyśliłem, że coś jest nie tak. Przesuniesz się trochę? Bo na tym krześle jest nie zbyt wygodnie.
- Chodź.- Przesunęłam się prawie na koniec łóżka, ale Maks po sekundzie przysunął mnie do siebie- Pocałuj mnie.-Oznajmiłam. Keller oczywiście spełnił moją prośbę i jakby bojąc się, że zrobi mi krzywdę delikatnie pocałował. Odsunął się ode mnie i wtulił się w moje włosy. Przy nim czułam się bezpiecznie. Kochałam go za to , że po prostu był.
***
Otworzyłam oczy i poczułam mocny ból brzucha. Zgięłam się w pół, po czym pobiegłam jak najszybciej do łazienki.Zwymiotowałam. Domyślałałam się czym to może być spowodowane... Ale to było tylko raz... Jest jedna szansa na milion.... To nie może być ta... A może zwyczajnie się zatrułam? Ale przecież nie wczoraj takiego nie jadłam co mogłoby spowodować poranne mdłości. Wyszłam z pomieszczenia, idąc powoli przez oddział. Mimo tego, że nie była zbyt wczesna pora ,to i tak było tu mało osób. Weszłam do sali i zauważyłam Piotra, przeglądającego moją kartę:
- Coś się stało?- spytałam, siadając na łóżku.
- Mam wyniki.
- Dobre czy złe?
- Chyba dobre- uśmiechnął się- jesteś w ciąży.
- Naprawdę?- Mimo tego , że jeszcze pięć minut temu miałam wątpliwości czy jestem gotowa zostać matką, to teraz już ich nie miałam. Wiedziałam, że teraz jestem odpowiedzialna za dwa życia... Za mnie i za malutką istotkę, które noszę pod sercem.
-To tym były spowodowane e wszystkie omdlenia. Teraz musisz o siebie dbać.
Nagle drzwi szeroko się otworzyły, a do sali wpadł mój mąż. O dziwo trzeźwy.
- Co? W jakiej ciąży? Spałaś z nim idiotko?
-Kamil...
- Proszę , stąd wyjść!- Powiedział stanowczym tonem Piotr.
- Znowu mi Pan rozkazuje?- Kamil nie zapanował nad swoimi emocjami. Uderzył Wanata w twarz. Zasłoniłam oczy rękoma. Nie chciałam na to wszystko patrzeć. Po chwili do sali wbiegła ochrona i wyciągnęli z niej Kamila siłą. Piotra zabrała dr Żelichowska, a do mnie natychmiast przybiegł Maks.
- To był on?
- Mhm...- Powiedziałam, a łzy same wydostały się na zewnątrz. Maks przytulił mnie najmocniej jak się tylko dało.
- Nie bój się.... Wszystko będzie dobrze...
Kochałam Maksa za to , że tak się mną opiekował i dziękowałam Bogu, za to , że spotkałam tak wspaniałego człowieka- nawet poznanym w tak beznadziejnych okolicznościach. Zastanawiałam się tylko jak mu powiedzieć o ciąży...
piątek, 21 lutego 2014
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.5
Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.5
***
Kolejne dni opierały się przeważnie tylko na płaczu i patrzeniu przez okno w nie określony punkt. Akurat przez owe dni codziennie padało co jeszcze bardziej mnie dobijało. Zastanawiałam się tylko nad jednym: Jak mogłam być tak głupia, żeby związać się z człowiekiem , który tak naprawdę w domu pokazywał swoje prawdziwe oblicze. No ale... " Szczęście człowieka oślepia." - Jak to mówi owy cytat. Na początku w ogóle nie pomyślałam, że to może być prawdą... Jednak trzeba to przeżyć samemu, aby dowiedzieć się jak bardzo to boli...
Najbardziej bolało mnie to ,że musiałam ograniczyć kontakty z Maksem wyłącznie do zawodowych... Z dręczących mnie prze ostatnie dni pytania, wyrwało pukanie do drzwi:
- Mogę?- Spytała mnie brunetka z burzą loków.
- Tak,tak- powiedziałam i podciągnęłam się do góry, aby moja siostra usiadła na drugim końcu łóżka.
- Wiesz, że.jutro kończy Ci się urlop? Będziesz musiała iść do domu, aby wziąć sobie ubrania i dać przede wszystkim pozew rozwodowy Kamilowi.
- Wiem, wiem... Tylko najgorsze jest to, że zerwałam wszystkie kontakty z Maksem.
- Co zrobiłaś?- Zapytała mnie z nie dowierzaniem.
- Zerwałam z nim prywatne kontakty. To było takie nagłe. Nie wiem co się wtedy ze mną działo. Kamil powiedział, zew jak nie zerwę z nim kontaktów to wsadzi go do więzienia i... I.... Zrobiłam to pod wpływem impuls, a teraz nie mam pojęcia jak to odkręcić.
- Siostra, on Cię kocha.
- Skąd masz taką pewność?
- Chodzi po szpitalu jak" chodząca śmierć". Jest blady, a do pacjentów nie podchodzi już zawsze uśmiechnięty.
- No, tak... Ale boję się do niego zadzwonić. Może pomyślał, że chciałam się z nim tylko zabawić. A to on, przecież uratował mi życie.
- Alicja... Ja mu wszystko na spokojnie wytłumaczysz, to na pewno Cię zrozumie... Słuchaj , że nie za bardzo zbiera Ci się do wyjścia, także ja pójdę po twoje ciuchy i położę na stole w kuchni pozew. A ty się jakoś umaluj, ubierz i uczesz bo zabiorę Cię później na gorącą czekoladę.
- Dzięki... A czemu akurat na czekoladę?
- Bo mam na nią straszną ochotę.Pa.
- Na razie i jeszcze raz dziękuję.
***
Następnego dnia...
Stoję przed szpitalem i ktoś zatrzymuje mnie nie pozwalając do niego wejść. Odwracam się i widzę ledwo stojącego na nogach Kamila:
- Co ty tutaj robisz? Pamiętasz o naszej umowie? Miałeś nie pzychodzić do mnie, kiedy jestem w pracy.
- Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Jaki rozwód? Jaki pozew?
- Ile wypiłeś?
- Przecież ja nic nie piłem.- Zaczął się ze mną szarpać.
-Idź stąd! - Powiedziałam.
- Nigdzie nie idę.- Na moje szczęście akurat do szpitala szedł Piotr. Krzyknął na mojego męża , ten od razu opuścił parking szpitala. Podziękowałam mu i udałam się do szatni.
Jak on mógł mi w ogóle coś takie zrobić? Umawialiśmy się, że nie będziemy przeszkadzać sobie w pracy. Ale wielkiego Pana prokuratora zostawiła pewnie kochanka... I żona. Dlatego miał powody do świętowania. Z natłoku myśli, które wciąż rosły i rosły w mojej głowie, wyrwał mnie głos Guły, który oznajmił , że pilnie potrzebują chirurga naczyniowego. Pobiegłam za nim i tam wszystkie złe wspomnienia zeszły na drugi plan. Na sali operacyjnej trzeba być opanowanym.
Po dziecięciu godzinach wyszłam z bloku ledwo stojąc na nogach. Na szczęście nie operowałam z Maksem. Skierowałam swoje kroki do toalety, aby obyć twarz. Kiedy chciałam odkręcić kurek z zimną wodą zrobiło mi się ciemno przed oczami. Poczułam tylko jak osuwam się na ziemię... A potem... Potem to już była tylko ciemność.
niedziela, 16 lutego 2014
Opowiadanie.
Cześć. Nie przybywam dzisaj z kolejną częścią opowiadania. Z tego powodu, że jutro zaczyna się szkoła, notki będą pojawiać się nieregularnie dlatego , że piszę ję na biężąco. Kolejną część nie mam pojęcia kiedy dodam. :/
Z góry dziękuję za zrozumienie.
Z góry dziękuję za zrozumienie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



