sobota, 24 maja 2014

Rok bloga.

Cześć Wszystkim! Dzisiaj jest rok bloga! To niesamowite. Jako, że niedługo 100 000 tysięcy wyświetleń to chciałam Wam z całego serce podziękować. Nadal nie mogę w to uwierzyć... Myślałam, że ledwo dobiję do 1000 , a tu taka niespodzianka.  Znajomi zrobili mi niespodziankę i zaśpiewali Sto Lat! Myślałam, że się popłaczę, a tym bardziej,że było to na wycieczce i wszyscy ludzie się na nas ' gapili'. Już Was nie zanudzam i jescze raz Dziękuję. BO TO WY TWORZYCIE CZĘŚĆ TEGO BLOGA!

PS Postaram się do soboty napisać kolejną część. Przepraszam Was za taką przerwę.

      

           

sobota, 10 maja 2014

Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.12

                          Cześć! Ta notka wyszła dość długa i powiem Wam, że strasznie cięzko mi się ją pisało. Ogólnie bardzo ciężko opisuje się ślub. Notka była pisana z przerwami cztery dni...
Tak naprawdę chciałam podsumować czwarty sezon.Zostały dwa odcinki. Dużo? Raczej nie.. Chciałam tylko powiedzieć, że ta seria było tysiąc razy lepsze od trzeciej. Takie jest moje zdanie. a wy jak uważacie? Miłej nocki :) Dobranoc :>

                              Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.12


        - Hej kochanie..- Usłyszałam lekko zachrypnięty głos mojego narzeczonego.
- Hej.
- Jak się spało?
- A bardzo dobrze.. Tylko, że coraz ciężej jest mi się przewracać na bok.- Uśmiechnęłam się promiennie.
- Jeszcze tylko miesiąc.
- Wiem.
- Słuchaj.. Ala.. Bo jest sprawa.. Bo za trzy dni będziemy mieli ślub.
- Maks o czym ty w ogóle mówisz. Wiem dzisiaj jest Prima Aprilis, ale proszę Cię beż takich żartów więcej, okej?
- Ale chyba źle się zrozumieliśmy.. Naprawdę mamy za trzy dni ślub.
- Maks?! Co to ma wszystko znaczyć?
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę. Wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Tylko musisz sobie suknię kupić.
- Żartujesz, prawda?- Wstałam z łóżka i chodziłam po całej sypialni. Jak on tak mógł to wszystko tak zataić? Przecież to bardzo trudne. No , ale przecież to jest Maks.
Byłam wtedy w strasznym szoku i nie wiedziałam co powiedzieć. Słowa nie były mi akurat w tej chwili potrzebne. Podeszłam do Maksa i przytuliłam się do niego bardzo mocno. On objął mnie swoimi ramionami i czułam jak się uśmiecha.
                           
                                                                   ***
                 
                         - Beata, okej wszystko rozumiem. No , ale , żeby aż taka niespodzianka?
- Kocha Cię! O, patrz ta jest ładna. - Od godziny razem z Beatą chodziłyśmy w poszukiwaniu sukni ślubnej. Miałam już dosyć chodzenia może dlatego , że nie za bardzo lubię sklepy. Każda sukienka jaką przymierzałam była na swój sposób ładna, ale na mnie nie leżały zbyt dobrze. Nagle na wystawie zauważyłam przepiękną suknię, od której Beata nie mogła oderwać wzroku od dobrych trzech minut.
- Ta będzie idealna.
- Masz racje. Wchodzimy. Nie ma na co czekać.
Sukienka była cudowna. Razem z Beatą po poszukiwaniu nie łatwej zdobyczy udałyśmy się na kawę.
Późnym wieczorem gdy przyszłam do domu czekała na mnie przepyszna kolacja. Sukienkę zostawiłam u Jasińskich. Nie to , żebym była przesądna , ale jak się ma taką możliwość to lepiej z niej skorzystać.
Jutro mam mieć ślub. Strasznie się boję. Może też mój strach jest przed tym, że ja niczego nie przygotowywałam. Sama już nie wiem.. Jednocześnie chciałabym aby to było już za mną.. a z drugiej.. Pięć lat temu też miałbyć to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Był? Nie! Może też dlatego jest ten strach. Za dużo myśli i to dlatego. I  na dodatek brak pracy! To wszytko jest chore. Jeszcze Maks. Kocham tego faceta. Czuje jego rękę na naszym Szczęściu. To nie może być sen. To na pewno nie jest sen.

                                                                 ***
                   
                         Od samego rana trwały gorączkowe przygotowania. Wczesnym rankiem nie budząc mojego przyszłego męża pojechałam do Leona. Tam na spokojnie zaczęłam razem z Beatą się przygotowywać. Czas  mijał bardzo szybko , aż w końcu zostało tylko pół godziny. Mój stres zauważalnie podniósł się. Nie byłam wtedy tą samą Alicją co rano.  Mój stres był całkowicie inny niż wtedy..
Ocknęłam się kiedy byliśmy pod kościołem. Wysiadłam z samochodu i podparłam się lekko Leona:
- Gotowa? - Usłyszałam tuż przy uchu. Kiwnęłam niezauważalnie głową  i ruszyłam przed siebie. Ujrzałam Go.. Wpatrywał się we mnie, uśmiechając się przy tym. Niby był wyluzowany, ale ja w jego oczach dostrzegłam nie małe zderwowanie. Wolnym krokiem zbliżałam się coraz bardziej do mojego przyszłego męża..aż w końcu stanęłam przy nim. Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, jednak ja i tak zatraciłam się w swoich myślach.
Kiedy po dłuższej chwili wyrwał mnie dotyk Maksa, który samymi oczami mówił, że zaraz odbędzie się przysięga. Wstałam powoli , jakby bojąc się co za chwilę się wydarzy. Nagle głos zabrał Maks:
-"Ja Maks biorę sobie Ciebie Alicjo za żonę i ślubuję Ci miłość...wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
-"Ja Alicja biorę sobie Ciebie Maksie za męża i ślubuję Ci miłość... wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci... Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."- Mój głos przechodził chwilę załamania. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu. Maks cały czas się do mnie uśmiechał. Taki gest dodawał mi wielkiej otuchy.


      Moje ręce drżały od strachu. Nie mogłam tego opanować. Zdenerwowanie stanęło w samym środku żołądka i nie chciało się 'ultonić' . W końcu  przyszedł czas na obrączki.
-"Alicjo przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego."
-"Maksie przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego."

                                                                  ***

               Wyszliśmy przed kościół, gdzie zostaliśmy obsypani ryżem. Mogłam już oficjalnie powiedzieć, że jestem żoną Maksa Kellera. Czułam się niesamowicie..dobrze. Moj..Nasze Szczęście od samego rana coś wyczuwało. Cały czas nie mogło sobie znaleźć miejsca. 

             
         Nagle wszyscy zaczęli krzyczeć: 'Gorzko!Gorzko'. Nim się obejrzałam poczułam smak ust mojego ukochanego. Świat przestał istnieć. Gdy chciał się odsunąłć, ja na to nie pozwoliłam. Przyciągnęłam go jak najmocniej się tylko dało. On uśmiechnął się i również nie chciał mnie puścić. Niestety po chwili doszły do nas głosy gości i nie chętnie odsunęliśmy się od siebie. 

                                        
                                
                                                                    ***

           Przyjęcie weselne trwało w nieskończoność. Pierwszy taniec.. Mmm.. Było wspaniale.. Liczyliśmy się tylko my.. Nikt tylko my. Co chwilę rzucaliśmy sobie ukradkowe spojrzenia i całusy. Goście bawili się bardzo dobrze. Ela i Krzysztof.. Parkiet należał do nich.. Ich wspólne tango. Wszyscy się nim zachwycali.
Kiedy już została tylko najbliższa rodzina.. Mnie zaczęło się dziwnie kręcić w głowie. Złapałam się za brzuch. Podłoga wokół mnie stała się nieco mokra. Tylko nie teraz!:
- Maks!- Zawołałam szybko mojego męża.
- Co się dzieje kochanie?- Zapytał mój zadowolony mąż.
- Chyba.. chyba się zaczęło. Ała!
- O cholera! Beata! Będziesz potrzebna! Ala rodzi!

                       

piątek, 2 maja 2014

Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz. 11


                              Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz. 11

                           Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą szybko drzwi. Twarz strasznie piekła od płaczu oraz uderzenia. Przemyłam ją wodą i usiadłam na dość chłodnej podłodze. Moje myśli nie mogły znaleźć miejsca w głowie... Tak samo jak i ja na świecie. Niby wszytko zaczęło się układać, ale czegoś mi brakowało. Jeszcze ten Kamil. Jak on tak mógł. Na szczęście Maks zadzwonił na policję i zabrali mojego byłego męża, bo dostał zakaz zbliżania się do mnie. Tak, byłego. Rozprawa zakończyła się pomyślenie i mam nadzieję , że będzie już wszytko dobrze. Puściłam głośno wodę w prysznicu aby Maks nie słyszał , że płakałam. Nie mogłam się uspokoić. Wszystko w porządku.. Jak najlepszym porządku... Porządku którego nikt nie jest w stanie zakłócić..Nie! Nie! Nie ! Wszystko było do dupy! Usłyszałam  pukanie Maksa. Niepokoił się.. ale nie mogłam się mu pokazać w takim  stanie. Zaczął mnie wołać. Powiedział po chwili, że wyważy również drzwi jeśli w ciągu minuty nie otworzę. Oplotłam rękoma moje Szczęście i szepnęłam:
- Nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić.
Wstałam zakręciłam wodę i jeszcze raz przemyłam twarz. Wyglądałam okropnie. Otworzyłam drzwi i nie spojrzawszy na Maksa ruszyłam w stronę sypialni.
                                                                       
                                                                        ***
   
             - Ala... - Maks wszedł do sypialni i położył się obok mnie. Oplótł mnie również swoimi bezpiecznymi rękoma i znów zaczął szeptać:
- Kotek... Ej.. Przestań... To nie twoja wina... Kochanie..
- Maks... Boję się..Jak nigdy dotąd..
- Mycha ... Przestań...Jestem przy Tobie.. I zawsze będę.- Poczułam jak delikatnie musnął mnie w polik.- Kocham Cię.
- Brakuję mi jej..
- Kogo? - Maks zapytał zdezorientowany.
- Mamy..
- Ala.. Przestań za niedługo będziemy rodzicami. Musisz się wziąć w garść. Teraz ty musisz poczuć się mamą. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - Odwróciłam się w jego stronę i musnęłam jego usta.Keller od razu delikatnie położył głowę na moim.. naszym Szczęściu. A ja poczułam się bezpieczna.

                                                                         ***
               
       - Doktorze Keller, czy można wiedzieć gdzie mnie Pan uprowadza?
- Ale dlaczego zaraz porwanie. Ja tylko chcę zabrać moją dziewczynę na randkę. Czy jest to coś dziwnego?- Odsunął mi krzesło i kazał usiąść.Kelner przyniósł nam jedzenie i zaczęliśmy jeść w ciszy. Po chwili zauważyłam, że Maks od dłuższego czasu przygląda mi się.
- Coś się stało?
- Długo z tym zwlekałem.. Ale już dłużej nie mogę z tym czekać.- Uklęknął przede mną, a ja patrzyłam na niego już nieco mokrymi oczami.
- Alicjo , czy uczynisz mi ten zaszczyt i.. i zostaniesz moją żoną?
- Tak!- Bez żadnego zawahania odpowiedziałam na jego pytanie. Wsunął na mój palec przepiękny pierścionek i pocałował mnie , a rękoma dotknął mojego brzucha. To był magiczny wieczór.


piątek, 18 kwietnia 2014

Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.10


      Cześć! Mam nadzieję , że ta część Wam się spodoba i nie będziecie na mnie źli. Nie wiem czy dziewczyny będą to czytać, ale jeśli tak to jeszcze raz Wam bardzo dziękuję ;* Śpijcie dobrze i oczywiście życzę Wesołego Alleluja : D
     Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.10
                                    ~ Pół roku później~
                  - Beata! Oooo.. Dzień dobry Pani Sabinko.
- Witaj Aluś, witaj...
- Coś się stało?
- Szkoda mówić.. Brat mój rodzony na nowotwór zachorował.. Taki biedny siedzi w tym szpitalu. Sam jak palec..
- Niech się Pani nie martwi..  Na pewno wszystko będzie w jak najlepszym porządku. A teraz pozwoli Pani, że pójdę poszukać mojej najukochańszej siostruni..
- Idź, kochanie idź...
Weszłam po schodach i delikatnie zapukałam. Jak zwykle Beata nawet nie raczy otworzyć... Uchyliłam drzwi i zobaczyłam moją siostrę zaczytaną w książce.
- Cześć księżniczko.
- Hej,hej.
- Co czytasz? Coś ciekawego?
- Życie po śmierci najbliżeszej osoby może być upadkiem całego świata dla tego człowieka , który musi cierpieć i znosić samotność.
- Wiem coś o tym. Nawet bardzo dobrze..Patrz.- Wzięłam szybko rękę mojej siostry i położyłam ją na moim już sporych rozmiarów brzuchu.
- Łał .. Ale kopie..Cieķawe w kogo się wda.. Nie zastanawiałaś się nigdy nad tym?
- Czasami.. Ale czy to ważne? Bardziej boję się o to, że będzie tak rozpuszczona, że aż starch pomyśleć.
- No weź..
- No co? Maks.. Maks to poprostu... Nawet jak już śpię to zawsze , gdy późno wraca do domu. Zawsze ale to zawsze musi delikatnie położyć głowę na moim brzuchu. Leży tak przynajmniej pięć minut. A co będzie dalej to nie mam zielonego pojęcia.. Ojciec też już wariujez. A ty już tak mną nie rządzisz jak dawniej.
- Ja tobą rządzę?
- A nie?
- A tak? Głodna?
- Coś ty chyba.. Chyba muszę się zacząć odchudzać.
- Ile przytyłaś?
- Trzynaście w porywach do czternastu.
- Aż tyle? Ale Ala nie przejmuj się nie widać.
                  
                                                  ***
                  W końcu się doczekałam.Ostatnia rozprwawa. Tak długo na to czekałam. Wiedziałam , że wszystko będzie dobrze. Przecież już nic nie mogło się zepsuć. Musiało być tylko i wyłącznie lepiej. Innej możliwości- brak.
Stałam przed salą rozpraw. Moje lodowate dłonie zaciskałam z całej siły tak, że po chwili były całe sine. Strasznie się denerwowałam. Maksowi wypadł jakiś pilny wypadek i niestety a może i stety?Musiał jechać do szpitala na pilną operację. Może w sumie i dobrze, że ze mną tu nie przyszedł. Nie zobaczą wtedy z kim będę miała dziecko. Ale czy powinnam się tego bać? Wstydzić? Nie.. Szybko odgoniłam od siebie te myśli. Nie.. Przecież nie mogę tak mówić.. A co dopiero o tym myśleć.
-  Zapraszam Panią.- Powiedziała bardzo spokojnym głosem prawniczka.
O Boże... Niby czas gnał tak szybko, ale jednak kapał strasznie leniwie. Pchnęłam drzwi i zobaczyłam mnóstwo ludzi. A może jednak mało? W tej chwili to nie było ważne. Chciałam to wszystko raz na zawsze zamknąć. To miałbyć raz, a porządnie zamknięty temat...
                  
                                               ***
                  - Tak. Tak. Tak. Maks.. Wszystko w porządku. Nie denerwuj się już jestem blisko domu. Zaraz będę. Wejdę tylko jescze na chwilę do sklepu.
- Alicja. Nie targaj siatek z zakupami. Zaraz do ciebie idę.
- Maks. Chce tylko kupić pieczarki, to ugotujesz mi tą pyszną twoją pizzę. Ugotujesz prawda?
- Tak, tak ugotuje.Wracaj szybko. Kocham Cię Bardzo. Do zobaczenia.
- Pa kochanie.
Weszłam do nie wielkiego sklepu i kupiłam to czego potrzebowałam. Gdy wychodziłam ze sklepu. Przed oczami przwinęła mi się znajoma twarz. Twarz Kamila. Kamila. Nie. Nie. Nie. To na pewno nie on. Byłam już przed blokiem kiedy przede mną skądinąd wyłonił się on. Co on tutaj robił? Jak on mnie znalazł? Przecież nie wiedział gdzie miszkam.
-  I co? Mówiłem, że Cię znajdę. I tego gnojka również.
- Nie masz prawa tak mówić!
- To, że się z tobą rozwiodłem, nie znaczy, że z tobą skończyłem.
- Zostaw mnie! Chciałam to zakończyć łagodniej to mówiłeś nie! Zakończyłam to i tak łagodnie i znów nie! Jak tobie do jest strasznie ciężko dogodzić!
- Nie krzycz na mnie gówniaro!- Poczułam strasznie mocne pieczenie na prawym policzku. Nie zdążyłam otworzyć oczu, a przy mnie był Maks. Przy nim mogłam czuć się bezpiecznie.
 
Zdjęcie pochodzi ze strony: Lekarze moją bajką.

piątek, 4 kwietnia 2014

Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.9

Cześć kochani! Jejku... Nie wiem od czego zacząć... To tak.. Opowiadania niestety, ale muszę to stwierdzić nie będą one pojawiać się  tak często.. Powód.. Brak czasu oraz weny.. Nie mam nawet czasu chwilę odsapnąć, a co dopiero pisać opowiadania na bloga.. Strasznie Was za to przepraszam... Ale chyba mnie rozumiecie.. Dziękuję za wyrozumiałość i zapraszam do czytania:)
       
                                 Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz9
   
                    Dni mijały w zaskakującym szybkim tempie. Mój brzuch stawał się z dnia na dzień coraz większy. A w niektóre ciuchy powoli zaczynałam się nie mieścić. Maks zmienił się nie do poznania. Kiedy go poznałam- facet podrywający każdą kobietę, jaką napotka na swej drodze. A teraz- opiekuńczy, przyszły tata, który nie może doczekać się swojego oczka w głowie. Dni mijały. Mijały. A z dnia na dzień zbliżał się termin pierwszej rozprawy. Chociaż miałam dobrego prawnika i wiedziałam, że ta sprawa zakończy się na moją korzyść to...to jakaś cząstka mnie nie mogła  sobie z tym poradzić.Spotkanie z Kamilem.. Niechciane. Już wszystko sobie ułożyłam i znów wszysko miało runąć. Kamil. Kamil. Kamil. Nie mogłam przestać powtarzać tego imienia. Czytałam własnie książkę, ale utknęłam na jednym słowie i nie mogłam przebrnąć dalej.. Nie przewracałam kartki od kilku minut. Maks patrzył się na mnie, uśmiechając się. Odwzajemniłam gest. Jednak nie mógł się on porównywać do mojego stanu wewnętrznego. Totalna rozsypka. Wszytsko we mnie buzowało, tak jak w wulkanie chwilę przed wybuchnięciem. Nic nie mogło odnaleźć swojego miejsca..
                          
                                                                              ***
     
                  -Maks! Maks! Maks!- krzyczałam już lekko poddenerwowana.
- Jejku ,kochanie co się stało?- wszedł do sypialni , uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Proszę Cię nie mam nastroju do żartów. Widziałeś gdzieś moją białą koszulę?
- Tą z tym czarnym paskiem wzdłuż?
- Tak. Jest na samej górze w szafie.
- Dzięki.
- Ej, ej, ej.. A jakieś milsze podziękowanie? Nie masz już dla mnie czasu?
- Mam, ale nie  teraz. - chciałam przejść, ale objął mnie w pasie i uniemożliwił przejście.
- Bo nie dam Ci kolacji. I nasz  najmłodszy Pan Keller będzie głodny.
- Przypominam Ci kochanie, że to będzie Pani Keller.
- Tak, tak mów sobie jak chcesz, ale i tak mam rację.
- Chodź już, chodź bo się spóźnimy- po czym cmoknęłam go delikatnie w polik.
                            

                                                                       ***
       
        Staliśmy przed sądem, a  moja trzęsąca się dłoń, była obejmowana mocnym uściskiem dłoni Maksa. Bałam się przekroczyć drzwi, gdzie nie wiadomo co zobaczyłabym po ich przekroczeniu. Bałam się, że zobaczę tam osobę.. Osobę, o której już parwie zapomniałam, a ona znów powróciła. To było jak bumerang. Rzucasz, a po chwili znów wraca. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Podparłam się Maksa , a ten od razu się zdenerwował i zapytał, czy aby na pewno dobrze się czuję. Uniosłam prawą nogę do góry i weszliśmy do niezbyt małego budynku. Poszliśmy na piętro i czekaliśmy kiedy wyczytają moje imię. Nagle zobaczyłam go na schodach. W dosłownie sekundę wtuliłam się w Maksa , a on wiedząc co się dzieje od razu zagarnął mnie w swoje ramiona. Minuta. Druga. Trzecia. Usłyszałam wypowiedziane moje imię. Dostałam od Maksa pokrzepiający uśmiech i zniknęłam za ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Ile to trwało? Nie wiedziałam. Godzinę? Półtorej? A może nawet dwie? Straciłam rachubę czasu. Strach przepełnił całe moje ciało. Potrafiłam tylko wydusić z siebie odpowiedzi na zadane mi pytania. Osoba. Jego osoba. Potrafiła wywoływać u mnie dreszcze. Wyszłam na ogromny hol. Gdzie czekał Maks. Za mną wyszedł.. Kto? Kim on dla mnie był? Byłym mężem? Napewno nie. Tylko na papierach. W praktyce nigdy w życiu. Nagle rozległ się jego głos:
- Jeszcze się doigrasz ty suko!- Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Zdążyłam tylko wtulić się w Maksa i wyszeptać:
- Zabierz mnie stąd.

poniedziałek, 17 marca 2014

Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.8

          Witam wszytkich! Jest.. Kolejna część, dość długo wyczekiwana... Po mału, po mału i coś idzie wyskrobać. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania :)


                              Koszmar za koszmarem i nagle szczęście...cz.8


               - Ala ..- Zapytał mnie kiedy jechaliśmy na kolację do Leona.
- Hmm?- Spytałam i odwróciłam głowę w jego stronę.
- Co byś powiedziała na dwu tygodniowu urlop i wyjazd do Szwajcari? Chciałbym powiedzieć moim rodzicom..- Zaskoczył mnie.. Ale tylko tak troszeczkę. Wiedziałam, że Maks w końcu będzie chciał abym poznała jego rodziców. Nie myślałam, że aż tak szybko to nastąpi. W końcu mógł mieć jakieś wątpliwości... Miałam męża. Niestety... W pewnym momencie miałam chwilę zwątpienia. Jednak przeszło mi to dość szybko. Z Kamilem nie spałam od sześciu miesięcy, więc to nie jest możliwe, aby to on mógł być ojcem. To musi być człowiek, który siedzi koło mnie. Nie ma innej możliwości.
- Bardzo chętnie, ale pojutrze mam pierwszą rozprawę. Znając Kamila to nie będzie krótka droga.. A może jak się dziecko urodzi? Albo mam lepszy pomysł.. Niech oni pzyjadą tutaj.
- Też nad tym myślałem, ale ojciec jest po operacji. Nie może się zbytnio przemęczać. Ale może masz rację? Pojedziemy jak się Kellerątko urodzi.
- Kellerątko?- Wybuchłam śmiechem.
- No, a co? Powiedz mi może ,że nie?
- Tak,tak.- Wysypałam kiedy zaparkowaliśmy pod domem Jasińskich.
                                                             
                                                                              ***

             - Cześć dzieci, co tak długo?
- Korki tato, korki.- Od powiedziałam.
- Chodźcie szybko, bo wystygnie Wam całe jedzenie.
       
                Po zjedzonej kolacji przenieśliśmy się do salonu. Wszyscy opowiadali o spędzonym dniu w pracy, operacjach, pacjentach , a ja wsłuchiwałam się we wszystko z zaciekawieniem. Filip musiał wyjść wcześniej bo przyjechała do niego siostra z niezapowiedzianą wizytą. Miły jest.. Przystojny... Mogliby być razem.. A "mój' Maks cały czas rzucał mi ukradkowe spojrzenia ,ale ja go ignorowałam. Długo jednak nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. O koło dwudziestej drugiej razem z moim " chłopakiem" zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Jak się to okazało nie było takie proste. Beata zaczęła się upierać abyśmy zostali, bo po nocy nie wypada jeździć. Wymyślała to coraz bujniejsze wymówki. W końcu doszliśmy do rozwiązania. Ja zostałam, a Maks pojechał do siebie. Umówiliśmy się na popołudnie.
Pomogłam sprzątać ze stołu. Nie miałam jednak na tyle odwagi, aby ujawnić im prawdę na temat ciąży. Nie wiem co było dla mnie oporą. To była moja rodzina.. Fakt... Nie znamy się jakoś strasznie długo, ale znam ich na tyle dobrze, że można im bezgranicznie zaufać.
 
                                                                ***

                 Leżałam w łóżku i myślałam ile wydarzyło się w moim życiu w tak krótkim czasie. Moje oczy powoli zamykały się, gdy nagle do pokoju weszła moja siostra.
- Śpisz?
- Nie..- Od powiedziałam i podciągnęłam się wyżej, aby mogła usiąść.
- Możemy porozmawiać?
- Pewnie.
- To może ja zacznę. Jakie wrażenie zrobił na tobie Filip?
- Znakomite.
- Poważnie?
- Mhm...
- A jak myślisz? Co myśli na ten temat tata?- Przykryła się kołdrą i położyła obok mnie.
- Według mnie to bardzo dobrze... Nawiązał z nim kontakt... Rozmawiali.. Było spoko..
- Też mam taką nadzieję...Kochasz Go?
- Kogo?- Spojrzałam na Beatę.- Maksa?
- No tak.
- Pewnie,że go kocham. Muszę Ci coś powiedzieć.. Ważnego... Jestem w ciąży.- Beata zastygła w bezruchu, a ja odetchnęłam z ulgą. Cały mój niepokój ulotnił się w kosmos.
- Wspaniale! Maks wie?
- Wie.
- Jejku.. Siostra... Czemu ty mi wcześniej nie powiedziałaś?
- Bałam się. Sama nie wiem czego.
- Jesteśmy rodziną. Wiesz o tym? Wiesz. No właśnie to czego się bałaś?Przecież teraz musi być już tylko lepiej.- Przytuliła się do mnie i po nie całych dwóch minutach, zasnęła. Uśmiechnęłam się sama do siebie i gratulując sobie po raz kolejny wspaniałego mężczyzny. Po czym poszłam w ślady mojej siostry.
       
                                                                  ***

               Poczułam delikatne smyranie po nodze, a następnie usłyszałam krzyk mojej siostry.Zarwałam się, a przy łóżku zauważyłam uśmiechniętego Maksa.
- Maks!!- Wykrzyknęła Beata.- Obudziłeś mnie! Nienawidzę Cię!- Krzyknęła i wybiegła z pokoju.
- Cześć kochanie. -  Podszedł do łóżka i położył za moimi plecami.
- Co ty tu robisz?
- Niespodziankaaa. Podoba Ci się?
- Bardzo- Od powiedziałam, po czym pocałowałam Go.
- Słuchaj... Bo tak sobie myślałem wczoraj jak byłem sam... Nie chciałabyś ze mną zamieszkać?- Nie spodziewałam się , że tak szybko mi to zaproponuje. Odwróciłam się w jego stronę i podparłam się na łokciu nie ukrywając zdziwienia. Rozchyliłam delikatnie usta, a on od razu wpił się w nie. - Właśnie takie poranki chce mieć codziennie.- Powiedział do mnie szeptem.- To co?
- Zgadzam się. - Przyciągnęłam go do siebie i jak najmocniej się w niego wtuliłam.



środa, 5 marca 2014

Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz. 7

                 Witajcie! Ojej... Troszkę długo mnie tu nie było, za co ogromnnie Was przepraszam.. Po prostu mam ogrom nauki... Post ten napisałam już dawno, ale nie byłam w stanie Go opublikować , bo miałam go napisanego w zeszycie... Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie , ale nie chcę wtawiać byle jakich postów, które mają jeden akapit... Wolę wstawić raz na dwa tygodnie jeden, a porządny post.. To tyle wytłumaczenia z mojej strony.. Mam nadzieję, że będzieciewyrozumiali... Z góry dziękuję ;) I zapraszam oczywiście do czytania i wyrażenia swojej opinii ;)


                  Koszmar za koszmarem i nagle szczęście... cz.7
                      

                                                                       ***
               W następny dzień dostałam wypis ze szpitala oraz zwolnienie  na następny tydzień. Maks zajmował się mną tak, aż nawet czasamiprzekraczało to granice normalności. Niekiedy stawało się to lekko denerwujące... Ale zawsze nabierałam do tego optymistycznego spojrzenia. Przecież z Kamilem nigdy w życiu bym takiego uczucia nie doznała. Kiedy zawsze zabierałam się na to aby powiedzieć Maksowi o ciąży to zawsze mi coś przerywało. Wiem jednak, że  ta informacja bardzo by go ucieszyła.
                                                                     ***

                 Stałam pod szpitalem,  czekając na Kellera.. Wiem,wiem, że to dość spory kawałek od Maksa do Copernicusa, ale ja już nie mogłam wytrzymać psychicznie w domu. Niby nie mieszkałam u Maksa , ale i tak większość czasu spędzałam u niego...
Czekałam jeszcze chwilę, gdy nagle zauważyłam wychodzącego Maksa... Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym chciałam podnieść rękę aby mnie szybciej zauważył. Jednak jemu nie było to potrzebne. Podszedł do mnie i musnął moje usta.. Nagle zauważyliśmy jak podchodzi do nas Leon.
- Cześć dzieci...
- Hej.. - Odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Wpadniecie dzisiaj do nas wieczorem? Będzie Beata z Filipem.
- No w sumie moglibyśmy wpaść. - Powiedział Maks.
- To jesteśmy umówieni? W takim razie widzimy się wieczorem. Do zobaczenia.
- Pa. - Odpowiedziałam.
Złapałam Maksa za rękę i ruszyliśmy w stronę niewielkiego parku.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- Spytał mnie, kiedy usiedliśmy na jednej z ławek. Nie ukrywałam wtedy zdziwienia.
- Maks... To było takie nagłe... Dowiedziałam się o tym jak leżałam w szpitalu... Nie miałam pojęcia jak mogę Ci o tym powiedzieć..
- Zaraz, zaraz. Moment, moment o czym ty mówisz?
- No mówiłeś , że już wiesz..- Zastanawiałam się dlaczego moja odpowiedź go tak zdziwiła.
- Chodziło mi o przeszczep. Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?- O Boże.. Ale wtopa!
- Maks... Nie chciałam Cię martwić.- Wysypałam zastanawiając się jak może brzmieć kolejne pytanie.
- Ale Ala... Co ty w ogóle sobie wyobrażasz.. Kocham Cię.. Głuptasie... A tak z innej strony o czym ty mówiłaś?
- Maks...-Położyłam swoją dłoń na brzuchu i spojrzałam na niego spode łba.. Uśmiechnęłam się.. Nagle na jego twarzy pojawiło zdziwienie, a następnie szeroki uśmiech.. Nie musiałam już nic mówić.
- Żartujesz? - Pokiwałam przecząco głową... To wspaniale!- Wziął mnie na ręce ( Tak jak pannę młodą) i zaczął iść przed siebie.
- Maks puść! Proszę!- Posłusznie postawił mnie na ziemi i zatopił się w moich ustach.
- Kocham Cię. - Wyszeptał , kiedy już stykaliśmy się czołami.
- Ja ciebie też.- Nagle pociągnął mnie za rękę i ruszył szybkim tempem.
- Chodź, zbieramy się. Słuchaj.. Musimy powiedzieć Leonowi, Beacie, moim rodzicom.. Trzeba kupić łóżeczko, nosidełko, ubranka,pomalować pokój..
- Stop! Maks to dopiero początek ciąży.  Spokojnie ze wszystkim zdążymy.
- Ale Alicja to nie jest takie proste. A... I jeszcze jedno... Jedna operacja na tydzień, aż do szóstego miesiąca... A potem...
- A potem?
- A potem...
- A potem?
- Potem będziesz siedzieć w domu.
- Maks... Nie tylko nie to... Żartujesz?- Stanęłam w miejscu i tupnęłam nogą- Nigdzie z tobą nie idę!- Powiedziałam, kiedy zaczął się ze mną szarpać.
- W takim razie... Nie pozostawiasz mi innego wyboru. - Wziął mnie na swoje plecy ( Tak zwanego ' na barana' ) i ruszył przed siebie.
- Maks! Zostaw!
- Nie wierzgaj tak tymi nogami, bo nie mogę Cię utrzymać. - Pocałowałam go w szyję, a potem w polik.
- Kochany jesteś- powiedziałam mu, szepcząc- Poczerwieniałeś- Uśmiechnęłam się.
- Ja? No coś ty...
- Ale naprawdę... Jak burak..
- Sądzisz , że jestem burakiem?- postawił mnie na ziemi.
- Ale ja lubię buraki.
- A umówisz się w sobotę z burakiem?
- Z moim burakiem?Zawsze- Po czym pocałowałam go namiętnie.
                                                                        ***